reklama

28 stycznia 2012
sobota, 28 dzień roku
 

e-Kurier
Aktualne wydanie Kuriera Polskiego


LOGOWANIE
login:
hasło:
- Rejestracja
- Przypomnienie hasła

Prasowo – księgarskie życie na Wyspie
 
O wydawcach prasowych, książkach i fascynacjach pisarskich, wreszcie o Czytelnikach na wychodźstwie  z Wojciechem Szmigielskim, wydawcą magazynu „Kurier Polski”, rozmawiał Tomasz Wybranowski.
 
 
 
Po 1 maja 2004 r. wielotysięczna rzesza Polaków wyjechała za granicę. Obok Wielkiej Brytanii i Szwecji wyspiarska Irlandia stała się celem podróży tych, którzy pragnęli odmienić swe życie na lepsze. Dynamicznie powiększająca się polska diaspora na Szmaragdowej Wyspie była przyczyną wielkiego głodu na informacje w języku ojczystym imigrantów. „Polscy Irlandczycy”, jak sympatycznie nazywają naszych rodaków na Wyspie sami Irlandczycy, spragnieni byli informacji o najważniejszych wydarzeniach z Polski, wieści z rynku pracy i tematów związanych z irlandzką przedsiębiorczością i średnim biznesem, jak również spraw związanych ze sferą podatkową, systemem ubezpieczeń, prawem pracy i irlandzkim systemem opieki socjalnej.
Spora liczba agencji rekrutacyjnych oraz pracodawcy zaczęli poszukiwać wydawców  mających możliwość publikowania w językach „nowych członków Unii”, by zamieszczać u nich reklamy i ogłoszenia z ofertami pracy. W sposób naturalny te potrzeby zaczęły skutecznie zaspokajać polskie media. Niespełna rok po akcesji zaczęły powstawać pierwsze tytuły prasowe adresowane do irlandzkiej Polonii, zwłaszcza że z falą emigrantów na Szmaragdową Wyspę w poszukiwaniu „lepszej strony życia” przyjechało wielu polskich dziennikarzy i redaktorów. Większość z nich miała już wcześniej kontakt z pracą redakcyjną, tak w redakcjach dzienników i tygodników, jak również w studiach radiowych i telewizyjnych. Polacy, których los rzucił w ten zakątek Europy nie ukrywali, że polonijna prasa staje się ich partnerem i przewodnikiem na „nowej ziemi”. Michał Kaczmarczyk potwierdza to spostrzeżenie w oparciu o wyniki badań opublikowane pod tytułem „Emigracja zarobkowa Polaków do Irlandii”: „Ankietowani emigranci wskazywali prasę jako jedno z popularniejszych źródeł informacji na temat rynku pracy i dostępnej na nim oferty. W opinii Polaków mieszkających w Irlandii media polskojęzyczne pełnią także istotną funkcję integracyjną, będąc elementem dobrze rozwiniętego systemu informacji i samopomocy. M.in. dzięki silnej pozycji prasy polonijnej w Republice, osoby, które pracowały w Irlandii, wskazywały na zauważalną obecność Polaków za granicą”.
W gronie pism i magazynów na prasowych półkach ukazał się także tygodnik „Anons”, który później przemia-nowano na „Kurier Polski” (17 lipca 2006 roku ukazał się pierwszy numer). „Kurier Polski” do września 2009 roku ukazywał się jako tygodnik. Teraz jest miesięcznikiem, który sukcesywnie zwiększa i nakład i ilość stron.
Od „Anonsu.ie” do „Kuriera Polskiego”

„Kurier Polski” to tygodnik, który na polonijnym rynku wydawniczym Irlandii pojawił się w lipcu 2006 roku. Czytelnicy „Kuriera” oprócz newsów i wzmianek dotyczących wydarzeń z życia politycznego, społecznego i kulturalnego mieli także do dyspozycji cztery kolumny działu sportowego (ze szczególnym uwzględnieniem piłkarskiej ekstraklasy i I ligi polskiej) i dwie strony poświęcone tylko relacjom i reportażom z Polski. „Kurier Polski” nigdy nie był tabloidem, ale zdarzało się przyciągać polskich czytelników krótkimi, nierzadko sensacyjnymi informacjami. Nie brakowało także podpowiedzi redakcyjnych co robić z zarobionymi euro, jak inwestować kapitał, wreszcie - czym jest giełda.
W gronie Polonusów, jeszcze przed dotknięciem kryzysu panowało przekonanie, że zarobione na Wyspie euro wcześniej czy później trzeba będzie zainwestować w Polsce. Te „ekonomiczne dylematy” zdecydowały o powstaniu bezpłatnego suplementu „Biznes Partner, który będąc integralną częścią pisma zawierał cenne wiadomości dotyczące sytuacji gospodarczej w Polsce i Irlandii. „Biznes Partner” przekazywał informacje o najlepiej rozwijających się w Polsce branżach, zmianach i nowych zapisach prawnych, wreszcie można było przeczytać fachowe porady uznanych ekonomistów. W tym czasie „Kurier Polski” współpracował z redakcją „Gazety Prawnej”. W dodatku „Biznes Partner” prezentowano także nowinki ze świata nowych technologii. Nie zabrakło miejsca dla drobnych ogłoszeń, wśród których celowały oferty pracy. Był to strzał w dziesiątkę, ponieważ po dwujęzyczny suplement sięgali często Irlandczycy.
Od początku istnienia tygodnika redakcja starała się wychodzić naprzeciw potrzebom rodaków mieszkających na Wyspie. Wydawcy, szefowie oraz redaktorzy określali to z pełną powagą i świadomością mianem misji pisma. Wydawca czasopisma Wojciech Szmigielski w setnym numerze „Kuriera Polskiego” wypowiedział się w cotygodniowym raporcie:
„W dzisiejszych czasach każdy medialny wytwór, nieważne, czy to magazyn, tygodnik, dziennik (gdy mowa o prasie), portal internetowy, stacja radiowa czy telewizyjny kanał, to towar, którego istnienie na rynku związane jest z wolą nabywcy. To nabywca – czytelnik decyduje o tym, czy dany tytuł utrzyma się na fali, czy też pochłoną go odmęty zapomnienia. Kurier Polski (przypomnę jednak, że startowaliśmy pod nazwą „Anons Polski”) wciąż istnieje. Napawa nas to dumą i radością! Nasz tygodnik towarzyszył przez te dwa lata Naszym Czytelnikom! Kurier Polski jest kupowany, jest czytany, jest potrzebny. Pragniemy, aby każdy nowy numer przynosił Czytelnikom więcej informacji, porad, wreszcie felie-tonów do przemyśleń i tekstów związanych z naszym życiem imigranckim pośród obcej nam kultury, sztuki i języka, które staramy się dla Was oswajać.”.
Ponadto wraz z gazetą kolportowany był dodatek telewizyjny. Najpierw zlecano druk specjalnego dodatku, gdzie można było nie tylko śledzić bieżący program telewizyjny, ale także opisy najciekawszych programów. Od marca 2008 do tygodnika dołączany był bijący rekordy popularności „TeleTydzień”.
Pierwszym wydawcą „Kuriera Polskiego” była firma Irish Polish Art Agency. Funkcję redaktora naczelnego pisma najpierw pełniła Aneta Antczak (później podjęła współpracę z „Polską Gazetą”), zaś od czerwca 2008 roku Tomasz Wybranowski. Tygodnik, w latach 2006 – 2009, posiadał liczne grono współpracowników. „Kurier Polski” można czytać w każdym zakątku Wyspy, także na Północy oraz w Londynie. Kołem zamachowym dla promocji pisma jest  - do chwili obecnej – Salonik Polska Prasa Książki, który nieprzerwanie od wiosny roku 2007 mieści się w dublińskim Moore Street Mall, przy 58 Parnell Street. Rocznica załozżenia jest powodem rozmowy z Wojciechem Szmigielskim:

5 lat minie wiosenną porą, kiedy w Saloniku Polska Prasa Książka po raz pierwszy pojawili się kupujący. Panie Wojciechu, warto było? I nie pytam głównie o ekonomię, tylko o ducha...
Wojciech Szmigielski:
Im biznes słabszy, tym duch silniejszy. Zawsze mówię, że nie ma tego złego …..lub można również rzec, że dryfujemy z nadzieją na lepsze wiatry.

Ale najpierw był „Anons”, który potem zmienił nazwę na „Kurier Polski”... Pytanie – banał, ale muszę je zadać: polska prasa jest niezbędna do życia polskiego imigranta?
Odpowiem równie banalnie. Nie wyobrażam sobie, by przy tak dużej liczbie naszych rodaków na Wyspie nie powstało choć jedno pismo w naszym ojczystym języku, pisane i wydawane oczywiście również przez Polaków. To potrzeba wyższego rzędu.

No dobrze, ale przecież w wielu wypadkach przychody często nie równoważą wydatków. Przecież na rynku mediów trwa nieustanna walka „swoich przeciwko swoim”. Przecież... i tak mógłbym wymieniać... Warto więc?
Na początku było słowo: Robimy! I  każdemu się wydawało, że tak znakomita część emigrantów z Polski podoła utrzymaniu dwóch czy trzech polskich periodyków na Wyspie. Pewno i tak by się stało, gdyby nie nasza ułańska fantazja. W interesy gazet wdarły się zawistne i fikcyjne potwory prosto z Harry Portera. Właściciele i dziennikarze zaczęli wojnę, która tak naprawdę nie była nikomu potrzebna i niestety skończyła się niedawno. Jak można się domyślić, ten cały ambaras znacząco wpłynął na zyski, choć lepiej i prawdziwie trzeba to nazwać inaczej: wpłynął na straty naszych firm.
 
Co było największym sukcesem pana jako wydawcy?
W tym całym pięcioletnim zamieszaniu chyba każdemu w właścicieli polonijnych pism na Szmaragdowej zależało na przetrwaniu jego pisma. Ja także uważam to za wielki sukces jako wydawca.

Dzisiejsze czasy, cytując profesora Zygmunta Baumanna, cechuje „płynna nowoczesność”, czyli pośpiech, mobilność, brak refleksji i „nic na stałe”. Jak w takim razie sytuować Pana? Ten sam tytuł prasowy, stali Czytelnicy i jeszcze księgarnia – świątynia kontemplacji i wiedzy...
Bardzo często czułem się zagubiony w tym całym zgiełku, głowę dostałem do interesów, ale na przekór,  serce do pomocy dla innych. Niestety, i mówię to z żalem, te płaszczyzny nie mają racji bytu razem, szczególnie wśród naszej Polonii. Ja postawiłem na serce i nie żałuję tego. Patron i protektor, z małym dopiskiem „biznesmen” - taki jest mój status na Wyspie.

Co się dzieje z człowiekiem, który odwiedza Was – wydawców i księgarzy i prosi o pomoc? Nie tylko w kwestii zakupu tomu wierszy czy zbioru beletrystyki? Czasem to prośba o rozmowę, czasem o poradę, bywa, że o chwilę, by pobyć razem i  tak po polsku, poużalać się nad sobą...
- Hm.. poużalać, nieraz to jest nam potrzebne i może niezbyt trendy, lecz czasem warto. Właśnie takie niby użalanie się nad sobą (mówię niby, bo tak naprawdę większość robi to z przyzwyczajenia), pomaga wyciszyć się, pomyśleć nad własnym jestestwem. Spotykam mnóstwo ludzi, rozmawiamy, pomagamy sobie wzajemnie, wymieniamy się doświadczeniami. I tak jest dobrze.

Jednym z celów działań Saloniku jest współpraca ze szkołami. Różnie z tym bywało do tej pory, ale nie rezygnujecie...
Są ludzie i ludziska, jak mawia moja mama. I niby dlaczego ci nieliczni mają zniszczyć całą wiarę w drugiego człowieka przez zawiść, zazdrość, a w szczególności sprowadzanie wszystkiego do pieniądza i stwierdzenia, że „zysk ponad wszystko”. Dlatego po złych doświadczeniach w jednej branży (prowadzenie gazety), nie popełniam następnych błędów i można na nas liczyć.

Wręczenie świątecznych upominków książkowych na ręce pań dyrektor Polskiej Akademii jest tego przykładem? To początek czegoś nowego?
To nic nowego, ale zawsze coś dobrego, co trwało, trwa i trwać będzie.

Z perspektywy tych pięciu lat funkcjonowania na rynku prasowym Kuriera Polskiego i istnienia Saloniku Polska Prasa Książki, jaki jest ów „polski Irlandczyk”? Rodacy znad Wisły widzą w nas „tanią siłę roboczą” i fanów „lekkiego życia z mopem w ręku”. To – według Pana – obraz zafałszowany?
Było już mnóstwo pytań, artykułów i debat na ten temat. Dużo mądrzejszych i tęższych głów wypowiadało się o tych sprawach i tak naprawdę moim skromnym zdaniem, zanim ktoś się wypowie, niech sam zasmakuje emigracyjnego chleba.

Czy jest coś, czego by Pan nie powtórzył, analizując swoją misję na Szmaragdowej Wyspie?
Bardzo prosta odpowiedź jest na to pytanie: żadnych sporów, szkoda czasu i nerwów! Po drugie: dla wszystkich było i jest miejsce na robienie biznesu.

Plany, plany, plany... Planujecie rozbudowę Saloniku. Co z innymi miastami Wyspy?
Jesteśmy firmą, która funkcjonuje, gdy rodacy czytają. Wbrew pozorom, tu nie chodzi tylko o księgarnię i książki, bo to jest wdzięczny i sympatyczny, lecz mało dochodowy interes. Jeśli mowa o dystrybucji gazet, to planujemy poszerzyć ilość naszych punktów sprzedaży prasy na terenie Wyspy. Okazuje się, że rodacy wcale nie odpłynęli i brakuje polskiej prasy w sklepach. A naszym głównym celem jest właśnie dbanie o to, aby Rodacy mieli co czytać!  Jeżeli chodzi o wydawnictwo, to oddaję je w dobre profesjonalne ręce, będzie dużo zmian i myślę, że nie zostanie zaprzepaszczona moja sześcioletnia harówka przy gazecie. Ale o tym dowiedzą się czytelnicy, śledząc dalsze dzieje „Kuriera Polskiego”.

A czego można się będzie spodziewać na półkach Saloniku Polska Prasa Książki z nowości w roku 2012? Jakieś atrakcje, może wizyty pisarzy, krytyków?
Nowości to nasza specjalność, staramy się sprowadzać najbardziej wyrafinowane tytuły nawet na zamówienia indywidualne, jeżeli chodzi o wizyty pisarzy, krytyków to są w planach, o ile księgarnia udźwignie ten ciężar finansowy. Szczerze mówiąc, wolę wspierać polskie szkoły, biblioteki i inne placówki polskiej kultury niż sam urządzać w swoich skromnych progach spotkanie dla nielicznych.

Czego życzyć na kolejną pięciolatkę?
Następnej piątki nie gorszej na rynku.
TW


 


Anons - ogłoszenia Irlandia
Tygodnik informacyjny
reklama


reklama


reklama


reklama


reklama


reklama


reklama


reklama






Prasa w Irlandii
Wydarzenia w Irlandii