|
|
|||
Prasowo – księgarskie życie na Wyspie O wydawcach prasowych, książkach i fascynacjach pisarskich, wreszcie o Czytelnikach na wychodźstwie z Wojciechem Szmigielskim, wydawcą magazynu „Kurier Polski”, rozmawiał Tomasz Wybranowski. ![]() Po 1 maja 2004 r. wielotysięczna rzesza Polaków wyjechała za granicę. Obok Wielkiej Brytanii i Szwecji wyspiarska Irlandia stała się celem podróży tych, którzy pragnęli odmienić swe życie na lepsze. Dynamicznie powiększająca się polska diaspora na Szmaragdowej Wyspie była przyczyną wielkiego głodu na informacje w języku ojczystym imigrantów. „Polscy Irlandczycy”, jak sympatycznie nazywają naszych rodaków na Wyspie sami Irlandczycy, spragnieni byli informacji o najważniejszych wydarzeniach z Polski, wieści z rynku pracy i tematów związanych z irlandzką przedsiębiorczością i średnim biznesem, jak również spraw związanych ze sferą podatkową, systemem ubezpieczeń, prawem pracy i irlandzkim systemem opieki socjalnej. Spora liczba agencji rekrutacyjnych oraz pracodawcy zaczęli poszukiwać wydawców mających możliwość publikowania w językach „nowych członków Unii”, by zamieszczać u nich reklamy i ogłoszenia z ofertami pracy. W sposób naturalny te potrzeby zaczęły skutecznie zaspokajać polskie media. Niespełna rok po akcesji zaczęły powstawać pierwsze tytuły prasowe adresowane do irlandzkiej Polonii, zwłaszcza że z falą emigrantów na Szmaragdową Wyspę w poszukiwaniu „lepszej strony życia” przyjechało wielu polskich dziennikarzy i redaktorów. Większość z nich miała już wcześniej kontakt z pracą redakcyjną, tak w redakcjach dzienników i tygodników, jak również w studiach radiowych i telewizyjnych. Polacy, których los rzucił w ten zakątek Europy nie ukrywali, że polonijna prasa staje się ich partnerem i przewodnikiem na „nowej ziemi”. Michał Kaczmarczyk potwierdza to spostrzeżenie w oparciu o wyniki badań opublikowane pod tytułem „Emigracja zarobkowa Polaków do Irlandii”: „Ankietowani emigranci wskazywali prasę jako jedno z popularniejszych źródeł informacji na temat rynku pracy i dostępnej na nim oferty. W opinii Polaków mieszkających w Irlandii media polskojęzyczne pełnią także istotną funkcję integracyjną, będąc elementem dobrze rozwiniętego systemu informacji i samopomocy. M.in. dzięki silnej pozycji prasy polonijnej w Republice, osoby, które pracowały w Irlandii, wskazywały na zauważalną obecność Polaków za granicą”. W gronie pism i magazynów na prasowych półkach ukazał się także tygodnik „Anons”, który później przemia-nowano na „Kurier Polski” (17 lipca 2006 roku ukazał się pierwszy numer). „Kurier Polski” do września 2009 roku ukazywał się jako tygodnik. Teraz jest miesięcznikiem, który sukcesywnie zwiększa i nakład i ilość stron. Od „Anonsu.ie” do „Kuriera Polskiego” „Kurier Polski” to tygodnik, który na polonijnym rynku wydawniczym Irlandii pojawił się w lipcu 2006 roku. Czytelnicy „Kuriera” oprócz newsów i wzmianek dotyczących wydarzeń z życia politycznego, społecznego i kulturalnego mieli także do dyspozycji cztery kolumny działu sportowego (ze szczególnym uwzględnieniem piłkarskiej ekstraklasy i I ligi polskiej) i dwie strony poświęcone tylko relacjom i reportażom z Polski. „Kurier Polski” nigdy nie był tabloidem, ale zdarzało się przyciągać polskich czytelników krótkimi, nierzadko sensacyjnymi informacjami. Nie brakowało także podpowiedzi redakcyjnych co robić z zarobionymi euro, jak inwestować kapitał, wreszcie - czym jest giełda. 5 lat minie wiosenną porą, kiedy w Saloniku Polska Prasa Książka po raz pierwszy pojawili się kupujący. Panie Wojciechu, warto było? I nie pytam głównie o ekonomię, tylko o ducha... Ale najpierw był „Anons”, który potem zmienił nazwę na „Kurier Polski”... Pytanie – banał, ale muszę je zadać: polska prasa jest niezbędna do życia polskiego imigranta? No dobrze, ale przecież w wielu wypadkach przychody często nie równoważą wydatków. Przecież na rynku mediów trwa nieustanna walka „swoich przeciwko swoim”. Przecież... i tak mógłbym wymieniać... Warto więc? Na początku było słowo: Robimy! I każdemu się wydawało, że tak znakomita część emigrantów z Polski podoła utrzymaniu dwóch czy trzech polskich periodyków na Wyspie. Pewno i tak by się stało, gdyby nie nasza ułańska fantazja. W interesy gazet wdarły się zawistne i fikcyjne potwory prosto z Harry Portera. Właściciele i dziennikarze zaczęli wojnę, która tak naprawdę nie była nikomu potrzebna i niestety skończyła się niedawno. Jak można się domyślić, ten cały ambaras znacząco wpłynął na zyski, choć lepiej i prawdziwie trzeba to nazwać inaczej: wpłynął na straty naszych firm. Co było największym sukcesem pana jako wydawcy? W tym całym pięcioletnim zamieszaniu chyba każdemu w właścicieli polonijnych pism na Szmaragdowej zależało na przetrwaniu jego pisma. Ja także uważam to za wielki sukces jako wydawca. Dzisiejsze czasy, cytując profesora Zygmunta Baumanna, cechuje „płynna nowoczesność”, czyli pośpiech, mobilność, brak refleksji i „nic na stałe”. Jak w takim razie sytuować Pana? Ten sam tytuł prasowy, stali Czytelnicy i jeszcze księgarnia – świątynia kontemplacji i wiedzy... Bardzo często czułem się zagubiony w tym całym zgiełku, głowę dostałem do interesów, ale na przekór, serce do pomocy dla innych. Niestety, i mówię to z żalem, te płaszczyzny nie mają racji bytu razem, szczególnie wśród naszej Polonii. Ja postawiłem na serce i nie żałuję tego. Patron i protektor, z małym dopiskiem „biznesmen” - taki jest mój status na Wyspie. Co się dzieje z człowiekiem, który odwiedza Was – wydawców i księgarzy i prosi o pomoc? Nie tylko w kwestii zakupu tomu wierszy czy zbioru beletrystyki? Czasem to prośba o rozmowę, czasem o poradę, bywa, że o chwilę, by pobyć razem i tak po polsku, poużalać się nad sobą... Jednym z celów działań Saloniku jest współpraca ze szkołami. Różnie z tym bywało do tej pory, ale nie rezygnujecie... Wręczenie świątecznych upominków książkowych na ręce pań dyrektor Polskiej Akademii jest tego przykładem? To początek czegoś nowego? Z perspektywy tych pięciu lat funkcjonowania na rynku prasowym Kuriera Polskiego i istnienia Saloniku Polska Prasa Książki, jaki jest ów „polski Irlandczyk”? Rodacy znad Wisły widzą w nas „tanią siłę roboczą” i fanów „lekkiego życia z mopem w ręku”. To – według Pana – obraz zafałszowany? Czy jest coś, czego by Pan nie powtórzył, analizując swoją misję na Szmaragdowej Wyspie? Plany, plany, plany... Planujecie rozbudowę Saloniku. Co z innymi miastami Wyspy? A czego można się będzie spodziewać na półkach Saloniku Polska Prasa Książki z nowości w roku 2012? Jakieś atrakcje, może wizyty pisarzy, krytyków? Czego życzyć na kolejną pięciolatkę?
|
|||